Follow Us

Strach się bać! Nawiedzona Serbia nie tylko na Halloween (część I)

To nie jest historia o przerażających korkach w Belgradzie, trupiobladych duszach (Dušanach?) błąkających się między jedną a drugą kafaną, o sałaciarzach napadających na turystów czy pijanych imprezowiczów i – jak zawodowe wampiry – wysysających z nich ostatnie dinary za przejazd pseudotaksówką. Nie jest to też opowieść o przeciętnych serbskich zarobkach, których stawki są tak niskie, że aż mrożą krew w żyłach, ani o wsiach-widmo – opuszczonych w popłochu przez mieszkańców grupowo szukających szczęścia na emigracji. To coś znacznie bardziej przerażającego. To serwowana w odcinkach ballada o prawdziwych serbskich strachach.

Jeśli wampiry kojarzą wam się przede wszystkim z Transylwanią, na hasło „nawiedzone zamki” przywołujecie w myślach Szkocję, a frazę „okrutna zbrodnia” łączycie automatycznie z działalnością urzędników polskiej skarbówki – czas najwyższy zmienić nastawienie. W Serbii znajdziecie nie tylko wszystko to, co wymienione powyżej, ale i wiele, wiele więcej. Dla przykładu – zamiast jednego, skromnego Draculi, mamy aż trzech topowych wampirów (plus dziesiątki tych mniej znanych).

Wampiriada po serbsku. Petar Blagojević, Arnaut Pavle i Sava Savanović

Nie wiadomo, kiedy Petar przyszedł na świat, wiadomo jednak, że zmarł w 1725 roku. I nie byłoby w tym nic dziwnego, a na pewno – godnego odrębnego wpisu w Wikipedii i pierdyliarda tematycznych artykułów poświęconych przeciętnemu (za życia) mieszkańcowi wioski Kisiljevo (dzisiejsza Serbia, wtedy sioło znajdujące się na terenie Dolnych Węgier, terenu będącego we władaniu imperium austriackiego). Sęk w tym, że cuda zaczęły się dziać już po tym, jak Petar wydał ostatnie tchnienie.

Dziewięć miesięcy po śmierci teoretycznie przeciętnego wieśniaka powietrze w Kisiljevie zapachniało śmiercią. W ciągu zaledwie ośmiu dni zmarło co najmniej dziewięciu mieszkańców wsi. Wszyscy nieszczęśnicy, tuż przed zgonem, mieli zapadać na tajemnicze choroby o intensywnym przebiegu i być nawiedzani przez Blagojevica w koszmarach sennych. Petar – czy raczej to, co z niego pozostało – nachodził też w nocy swoją żonę. Wdowa była tymi wizytami tak przerażona, że czmychnęła do sąsiedniej osady.

Tak czy inaczej, śmierci i dziwnych zjawisk było tak wiele, że mieszkańcy Kisaljeva zaczęli wiązać je ze zgonem Petara. Aby podejrzenia potwierdzić, szczątki Blagojevica wykopano z grobu i poddano oględzinom, które wykazały, że zwłoki noszą „cechy wampiryzmu” (ciało nie było dotknięte rozkładem, nieboszczykowi rosły paznokcie, włosy i broda, niektórzy widzieli, jak z ust sączyła się krew).

Cerkiew w Kisiljevie, Wik CC0

Żeby wampira powstrzymać w pośmiertnych rajdach, w doczesne pozostałości po Petarze wbito kołek (celowano oczywiście w serce), obcięto głowę, a następnie całość spalono w obecności cesarskiego zarządcy, niejakiego kapitana Frombalda, oraz lokalnego kapłana.

Dobrze czytacie, wszystko to działo się pod cichym przyzwoleniem austriackich władz, które oficjalnie nie popierały babrania się w grobach, wyciągania i bezczeszczenia ciał, ale w praktyce robiły ze strachu przed wierzącym w zabobony ludem, który – powodowany lękiem przed postępującą wampiriadą – był gotów wzniecić bunt lub solidarnie uciec w podskokach w siną dal. Zwłaszcza, że ziemie te nie tak dawno znajdowały się w centrum zainteresowania Turków, za panowania których – jak twierdzili mieszkańcy Kisaljeva – „takich wampirów to, ohoho, mieliśmy tu zatrzęsienie, więc nie chcemy powtórki z rozrywki”. Tak czy inaczej, urzędnicy cesarscy przymknęli oko na profanację zwłok. Ba, nawet sporządzili stosowny raport z zajścia, który stał się jedną z pierwszych udokumentowanych relacji na temat wierzeń w wampiry w tej części Europy i który szybko zyskał popularność w Anglii, Niemczech czy Francji.

Petar Blagojević jest bez wątpienia najsłynniejszym w skali globalnej, ale nie jedynym lokalnym wampirem. W czołówce znanych, posądzonych o posiadanie wystających kłów i apetytu na krew tubylców znajduje się Arnaut Pavle (vel Arnold Paole), którego ciało także – jak w przypadku wampira z Kisaljeva – zostało zidentyfikowane jako „noszące cechy wampiryczne”. A jak to się zaczęło?

Po tym, jak w 1718 roku Habsburgowie zawarli pokój z Imperium Osmańskim (AKA traktat w Požarevacu) Arnaut uciekł przed Turkami do miasteczka Medveđa, którego to mieszkańców raczył opowieściami o tym, że w niedawnej przeszłości zdarzyło mu się być ugryzionym przez tureckiego wampira, ale z samego wampiryzmu wyleczył się skutecznie, jedząc ziemię z grobu tego, który wampiryzmem go zakaził.

Lokalesów najwyraźniej nie przekonały historie o cudownym wyzdrowieniu, bo kiedy po śmierci Arnauta około 1725 roku (Pavle spadł z wozu z sianem tak nieszczęśliwie, że pogruchotał sobie kark), następujące po jego zgonie śmierci łączono z wampiryzmem hajduka.

I tak, czterdzieści dni po śmierci Pavle, kiedy liczba nadprogramowych zgonów w miasteczku wzrosła do około trzydziestu, rozkopano grób i stwierdzono, że ciało Arnauta nie poddało się rozkładowi. Zgodnie z obowiązującą wówczas instrukcją obsługi wampira, nieboszczykowi odcięto głowę, w jego serce wbito kołek (ponoć ciało Pavle poderwało się wówczas i zaczęło krwawić), a zmasakrowane zwłoki spalono. Na wszelki wypadek tak samo postąpiono z ciałami czterech rzekomych ofiar domniemanego wampira.

Czy to zakończyło sprawę? No nie… Pięć lat po śmierci Arnauta wielu mieszkańców Medveđa zapadło na tajemniczą chorobę. W ciągu zaledwie kilku tygodni zmarło kilkanaście osób, które uprzednio skarżyły się na kłucie w boku i ból w klatce piersiowej.

Wśród nieszczęśników była 50-letnia Milica i 20-letnia Stana, które – tak jak niegdyś Arnaut – przybyły do miasteczka z terenów zajętych przez Turków. Ta pierwsza opowiadała o tym, że zdarzyło jej się w przeszłości zjeść dwie owce zabite przez wampiry, ta druga – że (chcąc chronić się przed potworami z kłami) wymazała się wampirzą krwią. Zaraz po Milicy i Stanie zmarło od kilkunastu do nawet kilkudziesięciu mieszkańców. Dla miejscowych sytuacja była klarowna: nie trzeba być ukąszonym przez wampira, wystarczy zjeść owcę, na którą ten uprzednio się rzucił, mieć kontakt z jego krwią czy ziemią z grobu. Brzmi jak przepis na masową histerię? Ano…

Do zbadania sprawy tajemniczych zgonów i strachu okupującego umysły lokalesów oddelegowany został austriacki lekarz wojskowy. Johann Flückinger zdecydował się wraz z miejscowymi rozkopać groby. O tym, jak wyglądały znalezione w nich ciała napisał w raporcie z 26 stycznia 1732. W dokumencie można przeczytać, że dwanaście (z siedemnastu przebadanych) ciał to zwłoki świeże, nienaruszone rozkładem, że nieboszczykom rosną włosy, brody czy paznokcie, a ich twarze są często rumiane, podsumowując: wampiryzm na pełnej petardzie!

Po zakończeniu „wykopalisk”, zbadaniu zwłok i uzyskaniu cichego błogosławieństwa przerażonych przedstawicieli władz lokalni Cyganie odcięli głowy rzekomym wampirom, następnie spalili je wraz z ciałami, a prochy wysypali do rzeki.

Grobów Petra i Arnauta próżno szukać. Tak samo, jak groby ich rzekomych ofiar – nie przetrwały próby czasu. Ale gdyby ktoś bardzo, ale to bardzo chciał przejść się po ziemi, po której stąpać miał najsłynniejszy chyba w Serbii wampir, niech pojedzie do wsi Zarožje

Niech tam pojedzie, nasmaruje się oliwą czosnkową i odwiedzi okolice młynu wodnego w którym przed bliżej niesprecyzowanymi wiekami miał grasować Sava Savanović – wampir atakujący i wysysający krew z młynarzy przyjeżdżających z ziarnem.

Jak wiekowa jest ta legenda? Tak, jak padło powyżej – trudno określić, najprawdopodobniej Sava straszył na długo przed Petarem i Arnautem. Co ciekawe, młyn, w którym miał urzędować legendarny (dosłownie i w przenośni) wampir wciąż stoi. Obiekt przez dekady należał do rodziny Jagodić (stąd jego obiegowa nazwa „Jagodića vodenica”) i do późnych lat 50. ubiegłego wieku działał pełną parą.

Po zamknięciu stał się atrakcją turystyczną. Później, w pierwszej dekadzie tego stulecia, pojawiły się plany jego przebudowy i ponownego uruchomienia. Wdrażanie pomysłów przystopowało, kiedy w 2012 dach budynku runął. Lokalne władze postanowiły upiec dwie pljeskavice nad jednym ogniem i w komunikacie wystosowanym do ciekawskich i turystów ostrzegały, że wizyta w młynie może być groźna dla zdrowia i życia: raz, że konstrukcja grozi zawaleniem, a dwa – że pozbawiony chaty Savanović może znów grasować w okolicy, szukać nowego żywiciela i schronu o w standardzie wyższym niż 2 gwiazdki na Booking.com.

Tak czy inaczej, w 2018 roku młyn udało się zrekonstruować, można go odwiedzać. Jak ktoś się nie boi – jego sprawa, jak się boi – niech weźmie czosnek i rakiję (jak nie przepędzi wampira czosnkiem, to przynajmniej się z nim napije).

A jak komuś nie po drodze do Zarožje, niech zagląda do nas częściej, bo w następnej części opiszemy kolejne nawiedzone i mrożące krew w żyłach atrakcje Serbii.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

U selu ℤ???ž??, nalazi se prastara vodenica srpskog vampira Save Savanovića. Jeza i strah još uvek žive u ovom planinskom mestu, iako se Sava, kako tvrde meštani, pojavio poslednji put pre pedesetak godina. Mnogi ni danas ne smeju da prođu pored vodenice u kojoj je najpoznatiji srpski vampir ubijao mlinare. Bez belog luka i glogovog koca tuda prolaze, kako kažu, samo najhrabriji. Noću se čak ni oni ne usuđuju… Sliku poslao – @nm0710.rar #srbija #zarožje #savasavanovic #priroda

Post udostępniony przez Srbija ???? (@srbiju_upoznaj)


Foto: https://www.pikrepo.com/flwrd/vampire-cosplay, lic. CC0

NIE KRADNIJ, UDOSTĘPNIAJ!Copyright © Wszelkie prawa zastrzeżone! Kopiowanie, powielanie i wykorzystywanie treści bez zgody autora zabronione

Przygotowanie tego artykułu zajęło nam bardzo dużo czasu. Jeśli Ci się spodobał – jest nam bardzo miło. Udostępnij go w swoich social mediach (możesz to zrobić korzystając z przycisków powyżej) lub kopiując adres URL.

Jeśli chcesz przedrukować (wykorzystać) dłuższy fragment lub całość wpisu – skontaktuj się z nami w celu uzyskania zgody.