Follow Us

Serbskie covery na które nie zasłużyliśmy (bo nikt nie zasługuje na taką chłostę)

Wybraliśmy dla was najlepsze z najgorszych serbskich coverów znanych hitów. Jeśli skończyła wam się rakija a potrzebujecie czegoś na dobicie… Jeśli nienawidzicie swoich rodziców, współlokatorów, sąsiadów… Jeśli chcecie się bardzo szybko rozwieść, ale druga strona stawia opór… A może robicie imprezę w stylu kicz-bałkan-najntis-millenium-party? Chodźcie, chodźcie, mamy coś dla was!

Klucz do tego zestawienia jest prosty: wykonawcy muszą mieć coś wspólnego z Serbią, piosenki muszą być coverami znanych hitów lub do znanych hitów nawiązywać, a u osoby słuchającej powodować wystąpienie ciarek żenady, ataku śmiechu lub wyzwalać wspomnienia, o których istnieniu wolałoby się zapomnieć. Innymi słowy: im gorzej – tym lepiej.

Jeśli do numeru dokręcono absurdalny, nieironiczny w swojej nonsensowności teledysk, cover dostaje plus dziesięć do zajebistości. Plus sto do zajebistości dostają te kawałki, których puszczenie na parapetówce powoduje, że nudziarze, marudy i narzekacze (oraz obmacywacze) postanawiają wetknąć kije jeszcze głębiej między pośladki i na znak protestu opuścić bibkę, trzaskając drzwiami obrotowymi, a reszta towarzystwa imprezuje do rana tak, jakby urodziła się na Bałkanach.

Indira Radić – Preko, Preko

Indira Radić to bez wątpienia utalentowana i doświadczona wokalistka. Pierwszą płytę wydała w 1992, występowała z zespołem Južni vetar, jako solistka objechała wzdłuż i wszerz nie tylko Serbię, ale i Bułgarię, w 2009 została nawet serbską piosenkarką roku. Przez pierwszą dekadę kariery była wierna wizerunkowi divy, a potem, gdzieś w okolicach roku 2000, stało się coś, co sprawiło, że Indira zapragnęła zostać bałkańską Shakirą i wznieść turbofolk na poziom über. Sięgnęła więc po repertuar zespołu Rammstein, z numeru „Du Hast” wyciągnęła sample, dorzuciła serbski tekst i tak powstał kawałek „Preko, Preko”. Trochę żałujemy, trochę się cieszymy, że nie znaleźliśmy teledysku do tej piosenki.

Sunshine – Žaklina Traži Sponzora

Co tu mamy? Sample z legendarnego „Sweet Home Alabama”, gitarzystę z fają w zębach, rapującego kolesia wyglądającego jak wczesny Everlast, bity godne młodego Liroya, acid-jazzujące wstawki. Wszystko to wrzucone do blendera i zaserwowane w teledysku, w którym na szczególną uwagę zasługują: bardzo ładny damski tyłek i bardzo nieładne, jeszcze bardziej ciasne slipki jakiegoś napakowanego pana.

Duck – Pedro

Madonna pojechała do Meksyku i uwaliła casting do „Desperados”. Po tym niepowodzeniu zmieniła imię na Huanita, zaszyła się w lokalnym barze, zaczęła walić z gwinta tequile i – narzekając, że jest sucha jak Guadalajara (sic!) – postanowiła do końca życia tęsknić za swoim Pedro. Tak w skrócie serbski zespół Duck przerobił hit „La Isla Bonita”.

ILA – Ostatni dole

W tym teledysku pan Vladimir Ila Ilic ma w twarzy coś takiego, że chciałoby się go najpierw przytulić, potem upić, a gdyby zrobiło mu się niedobrze – potrzymać za włosy (jeśli by takowe posiadał), a potem pogadać o tym, jak się dorasta na Bronxie. Ale to już pieśń przeszłości, bo dziś Ila wygląda jak ktoś, kogo nie chciałoby się spotkać w kafanie (a pod kafaną to już w ogóle). Ale wróćmy do klipu i piosenki, która jest coverem coveru „I’ll be missing you”. Wykonanie – wykonaniem (pomijając nierówny wokal w refrenie), ale klip to dojmująca próba odczarowania szarej rzeczywistości. Jest buro, smętnie i ponuro. Jest też ubrany w jebutnie żółtą kurtkę Ila, który sobie chodzi i nawija. A potem jedzie czerwonym YUGO i też nawija. Gdyby ten klip powstał w Polsce – Ila jeździłby golfem. Reszta bez zmian. Cóż, Serbowie i Polacy mają ze sobą duuużo wspólnego!

Funky G – Neću nikog

Cover „Ain’t Nobody” z końcówki XX wieku nagrany przez serbsku duet Funky G. Pani Anabela, o której anglojęzyczna Wikipedia informuje, że jest znana z tego, że ma „gładkie nogi” (że też nikt tego nie edytował?), przyjemnie śpiewa i ładnie się rusza. Wszystko psuje Gagi Đogani (do 2009 mąż wspomnianej Anabeli), który nie tylko rapuje, ale i próbuje tańczyć i – o zgrozo! – flirtować z kamerą bardziej niż jego żona/partnerka z zespołu. Wszystko to na poważnie, po hamerykańskiemu, bez ironii. Ale najgorszy jest wyraz twarzy Gagiego, kiedy ten próbuje się przyjaźnie (chyba?) uśmiechnąć. Problem w tym, że kiedy Gagi stara się wykonać ten grymas, jego facjata robi się podobna do facjaty Jacka ze „Lśnienia”, a martwy kadr z wyszczerzonym, patrzącym w obiektyw „raperem” przewija się przez cały klip i mocno wtapia w zwoje mózgowe.

 

Jelena Karleusa – Zovem se Jelena

Nieprzyzwoicie zgrabna Jelena w totalnie nieironicznym stylu udaje, że śpiewa na żywo piosenkę Tarkana. Jest jeszcze jedna, warta uwagi wersja „live” tego przeboju. Pamiętacie słynną „gitarzystkę” z „Dzień dobry TVN”? Myśleliście, że gorzej być nie może? Może. Popatrzcie na Jelenę, która nawet nie udaje, że gra. Ona po prostu zasłania gitarą dziurę w rajstopach. Trudno zdecydować, która wersja jest lepsza, więc wrzucamy obie.

Srećko Savović – Anđele

Lambada po serbsku w wersji disco. Potrzebujecie więcej rekomendacji? Nie sądzę. Niestety, nie ma teledysku, więc nie pozostaje nic innego, jak samemu zrobić pociąg i napitalać bioderkami: lewa, lewa, prawa, prawa, lewa…

Ksenija Pajcin Xenia – Mene ne zanima to

Panterka, zeberka, solarka… Gdyby Shania Twain urodziła się w Serbii, miałaby na imię Ksenija. Ps. Tylko ten upload video na YouTube (a uploadów jest więcej!) ma prawie 1,7 miliona wyświetlen!

Danijel Đurić – Željo jedina

Danijel próbuje wybić się w lokalnym światku muzycznym od ponad 20 lat. Od czasu do czasu pojawia się w telewizji, gra koncerty, nagrywa covery, w zeszłym roku razem z zespołem Balkubano próbował swoich sił na Beovizji. Oprócz tego aktywnie, acz bez wielkiego odzewu, działa w mediach społecznościowych, gdzie pokazuje zdjęcia swojej ślicznej rodziny i… wraca wspomnieniami do 1999, kiedy to nagrał pierwszy singiel. Singiel nie byle jaki, bo piosenka była serbską wersją hitu N Sync. Wersją, dodajmy, nieironiczną, pozbawioną zdrowego dystansu, zrobioną kompletnie na serio. Do piosenki popełniono zresztą taki sam – nieironiczny, pozbawiony zdrowego dystansu, zrobiony totalnie na serio – teledysk. Ktoś może powiedzieć, że to w sumie fajnie, że bez poczucia niższości. Tylko że to chyba nie tak. Bo gdyby nie chodziło o przykrycie kompleksów, można by było nagrać jajcarską, bałkańską parodię amerykańskiego hitu, która zestarzałaby się zdecydowanie lepiej niż „Željo jedina”.

Trik FX – Nocas kada odu svi

Czy to jest złe? No, nie jest najlepsze. Czy gorsze niż oryginał? No właśnie nie. Być może nie wiecie, ale Christina Aguilera śpiewała „Kochanie, jestem dżinem w butelce, musisz ją tylko odpowiednio potrzeć” mając raptem 18 lat. Stawiam dinary przeciwko orzechom, że sprawa z piosenką (i teledyskiem) do „Genie in a Bottle” wyglądała mniej więcej tak: do wytwórni płytowej wpłynęła propozycja prostej, chwytliwej melodii i zaczęły się poszukiwania wokalistki, która mogłaby ją zaśpiewać tak, żeby wytwórnia zarobiła. Wtedy ktoś rzucił: „Ej, jest taka nastka, co wcześniej występowała u Disneya. Ma głos jak dzwon, więc z banalną melodyjką sobie poradzi. Ale co zrobić, żeby taka pioseneczka chwyciła? Mam pomysł: zseksualizujmy ją! Dopiszmy tekst sugerujący, że dziewczynka jest dziewicą czekającą na kogoś, kto, he he, potrze jej buteleczkę, he he, samą dziewczynkę ubierzmy w dwie szmatki na krzyż, walnijmy jej mocny makijaż i każmy tarzać się po plaży! To na bank się sprzeda”. I faktycznie, sprzedało. A przy okazji wywołało dyskusję na temat przesuwania granic w angażowaniu do poważnych projektów niedojrzałych, nastoletnich artystów i tego, jak media promują wizerunek kobiet jako obiektów seksualnych. Teraz to nas nie dziwi ani nie wzrusza, ale ponad 20 lat temu… ho ho!

A jak to się ma do coveru „Genie in a Bottle” w wykonaniu Trik FX? No dobra, teledysk to kwintesencja wszystkiego, co nas dzisiaj śmieszy, a co na przełomie wieków było super-turbo-ultra-trendy. Za to w warstwie tekstowej nie ma tu słowa o pocieraniu butelki, he he. Zamiast tego jest zdecydowanie dojrzalszy manifest kobitki, która związała się z kimś, kto nie dość, że jej nie docenia, to jeszcze ma problemy z wiernością. Pani, zamiast się użalać i prosić o kolejną szansę, śpiewa: idź sobie, byłeś porażką, już nie możesz mnie mieć, jestem warta o wiele więcej, niż ty możesz mi dać. I tak śpiewa, i tańczy z koleżankami i panami z gołymi klatami.

Rambo Amadeus

A na koniec – bonusik. Rambo Amadeus to postać, którą każdy fan Bałkanów powinien znać. Urodził się w Jugosławii, w dzisiejszej Czarnogórze, studiował w Belgradzie, grywa wszędzie, gdzie się da, włącznie z Eurowizją. A co najważniejsze – ze wszystkiego robi sobie jaja.

Jego dorobek jest naprawdę spory, ale w kontekście coverów naszym faworytem już chyba na zawsze pozostanie „Džemo voli džem”.

NIE KRADNIJ, UDOSTĘPNIAJ!Copyright © Wszelkie prawa zastrzeżone! Kopiowanie, powielanie i wykorzystywanie treści bez zgody autora zabronione

Przygotowanie tego artykułu zajęło nam bardzo dużo czasu. Jeśli Ci się spodobał – jest nam bardzo miło. Udostępnij go w swoich social mediach (możesz to zrobić korzystając z przycisków powyżej) lub kopiując adres URL.

Jeśli chcesz przedrukować (wykorzystać) dłuższy fragment lub całość wpisu – skontaktuj się z nami w celu uzyskania zgody.