Follow Us

Bucko w Belgradzie, czyli najdziwniejsza pizza na świecie

Cienki, ciepły placek à la Capricciosa, szczodrze schlastany zimną majonezowo-śmietanową sałatą z wołowiną, kurczakiem czy klasyczną wielowarzywną (AKA śmietnik). Trudno wyobrazić sobie równie dziwaczne połączenie. Ale wystarczy jeden kęs… Bobrze drogi, wchodzi toto jak dzik w kartofle, jak świnia w pomidory, jak wściekła kuna w agrest, jak miażdżyca w tętnice!

Trafiliśmy tam kilka lat temu w letnią niedzielę, w środku nocy, z polecenia ulubionego barmana z Kultury. Byliśmy głodni i zdesperowani, gotowi zeżreć cokolwiek, co pojawiłoby się na naszej drodze (o ile tylko nie zaczęłoby zbyt szybko uciekać, no szanujmy się!). Wszystkie lokale już dawno zamknięto, Bucko było miejscówką ostatniej szansy. Ulubiony barman nieco się wahał przed udzieleniem rekomendacji („Eee… nie wiem, chyba nie jesteście na to gotowi, to taka nietypowa pizza, bardzo NIE-TY-PO-WA”), ale ostatecznie poinstruował: „w lewo, na skrzyżowaniu w prawo, na kolejnym skrzyżowaniu w lewo, potem prosto, zobaczycie świecący szyld, sporo ludzi w środku i na zewnątrz, a poza tym to bierzcie z wołowiną”.

Venimus, vidimus, Bucko vicit

Lokal na Beogradskiej 56 jest niewielki: po lewej (od wejścia) znajduje się oddzielona kontuarem przestrzeń, w której przygotowuje się na oczach klientów jedzonko, po prawej kilka małych stolików dla tych, którzy zdecydowali się na konsumpcje na miejscu lub są tak nabzdryngoleni, że w oczekiwaniu na placka nie potrafią bez podpórki utrzymać pionu. Ci, którzy nie chcą wchodzić, mogą złożyć zamówienie przez okienko.

Bucko funkcjonuje ponad podziałami: stołują się tu zarówno „ąę” mieszkańcy Vračaru, imprezowicze z różnych stron miasta i w różnym stanie upodlenia, lokalna banditierka i totalni normalsi. Obok siebie na swój kawałek pizzy grzecznie czeka amator trzech pasków, nawalony student, taksówkarz na fajrancie i pani manager na permanentnym ASAPie. Każdy żołądek jest tak samo ważny, ot, gastronomiczna demokracja.

Jeśli chodzi o menu, to w Bucko napijecie się coli, zjecie ciepławą bułę z wkładem mięsno-sałatkowym i pizzę. To właśnie te ostatnie są znakiem rozpoznawczym lokalu. I nie chodzi o jakość ciasta czy rozciągliwość sera, ale o majonezowo-śmietanowe toppingsy – czyli to, co ostatecznie ląduje na wierzchu placka.

Bazą unikatowego spécialité de la maison jest pizza à la Capricciosa: cienki, dobrze wypieczony placek z serem, sosem pomidorowym i pieczarkami. Czasem zdarza się też kawałek szynki, ale nie jest to regułą. Najważniejsze, że na tak przygotowany trójkącik trafia następnie wskazany przez klienta rodzaj sałatki. Jakiej? W stałym menu do wyboru są:

* goveđa salata – sałatka z wołowiną w majonezowym sosie

* pileća salata – sałatka z kurczakiem w majonezowym sosie

* tunjevina – sałatka z tuńczykiem w majonezowym sosie

* ruska salata – wielowarzywna z szynką (taki polski świąteczny śmietnik w wersji turbo)

* pečurke u pavlaci – pieczarki w sosie śmietanowym

* sir i susam – miks żółtego sera, sezamu, wędliny i tłustej śmietany

* urnebes – pikantna pasta z ajvaru, papryki, czosnku i białego sera

* vitaminska salata – opcja warzywna (baza to kiszone buraki) z kwaśną śmietaną

Mi najbardziej podchodzi kurczak i pikantny urnebes, Adam – jak większość stołujących się w Bucko – wybiera wołowinę i ruską.

Niezależnie od preferencji, nie trudno się domyślić, że mamy tu do czynienia z cholesterolową bombą zaklętą pod postacią oleistej, zimnej mazi wylanej szczodrze na ciepły placek. To zakrzepica na wynos, zbrodnia na BMI, pożywka dla zgagi, ostateczna rękawica rzucona w twarz trzustce. Więcej błonnika znajdziecie w serwetce, którą miła pani z obsługi dorzuci wam do zamówienia, ale za to węgli pochłoniecie tyle, że prezes Polskiej Grupy Górniczej pozazdrości wam deputatu na zimę. Nic to, warto spróbować, bo Bucko to legenda belgradzkiej gastronomii niskobudżetowej, nowy wymiar fast-foodu, koszmar gastrologów, wasze nowe uzależnienie i powód, dla którego hasło cheat meal stanie się podstawą waszej piramidy żywienia.

Lata melanży, ponad dwie dekady w branży, aj!

Bucko istnieje od 1997 roku, obecnie w Belgradzie pod tym szyldem działają dwa punkty (na Beogradzkiej 56 i Francuskiej 18). Klientela stale się powiększa, a pracownicy – co ciekawe – nie zmieniają się (znając nieco branżę gastronomiczną brak rotacji personelu uważam za pozytywny ewenement).

Z obsługą powinniście się spokojnie dogadać w języku innym niż serbski – jak nie po angielsku, to na migi, jak nie bezpośrednio, to przy asyście kogoś, kto stoi za wami w kolejce. W Bucko bywa tłoczno, ale kiedy już złożycie zamówienie, na jego realizację będziecie czekać krócej niż w McDonald’s. W zależności od waszej przepustowości do syta najecie się jednym-dwoma kawałkami. Do lokalu można wpadać codziennie w godzinach od 8:00 do 2:00. Ceny? Lepiej usiądźcie…

* Trójkącik pizzy bez sałaty kosztuje 90 dinarów (ok. 3,5 zł)

* Porcja sałatki kosztuje 30 dinarów (ok. 1,2 zł)

* Trójkącik z sałatką kosztuje 120 dinarów (ok. 4,7 zł)

* Cała pizza (6 kawałków) bez sałaty kosztuje 540 dinarów (ok. 21 zł)

* Kanapka (spora półbagietka z szynką, serem i wybraną sałatką) kosztuje – 120 dinarów (ok. 4,7 zł)

* Za dodatkową porcję szynki lub sera podpuszczkowego zapłacicie 30 dinarów (ok. 1,2 zł)

Tak że no. Nie ma co się ociągać, trzeba spróbować! A jeśli wam nie zasmakuje, to przynajmniej nawalicie się powietrzem wydychanym przez upodlonych tanią rakiją kolesi czekających w kolejce na swój trójkącik, a znajomym będziecie mogli opowiadać, że próbowaliście najdziwniejszej pizzy na świecie. Protip: nie uwierzą, jeśli nie pokażecie im zdjęć. My też nie wierzyliśmy, że pizza oblepiona majonezową sałatą istnieje. Nie wierzyliśmy, dopóki (jak napisał Jan II Sobieski do papieża po zwycięstwie pod Wiedniem*) Venimus, vidimus, Bucko vicit – przybyliśmy, zobaczyliśmy, Bucko zwyciężyło…

* No dobra, król napisał do papieża „Venimus, vidimus, Deus vicit” (Przybyliśmy, zobaczyliśmy, Bóg zwyciężył), ale to tylko dlatego, że w 1683 nie było jeszcze Bucko.

NIE KRADNIJ, UDOSTĘPNIAJ!Copyright © Wszelkie prawa zastrzeżone! Kopiowanie, powielanie i wykorzystywanie treści bez zgody autora zabronione

Przygotowanie tego artykułu zajęło nam bardzo dużo czasu. Jeśli Ci się spodobał – jest nam bardzo miło. Udostępnij go w swoich social mediach (możesz to zrobić korzystając z przycisków powyżej) lub kopiując adres URL.

Jeśli chcesz przedrukować (wykorzystać) dłuższy fragment lub całość wpisu – skontaktuj się z nami w celu uzyskania zgody.